Niejeden Polak doznaje podczas wizyty w Ukrainie dysonansu poznawczego: spotyka się z serdecznością i gościnnością, a jednocześnie zewsząd niepokoją go pomniki Bandery i czerwono-czarne sztandary UPA. Swojego czasu przelałem litry samogonki, żeby zrozumieć o co tu chodzi i czy mam się bać jako potencjalna ofiara czystki etnicznej. Jednocześnie wielu Ukraińców dziwi się o co tym Polakom chodzi. Niżej próbuję to wyjaśnić tak zwięźle, jak się da.
Najpierw dwa zastrzeżenia. Po pierwsze: każdy naród ma swoich bohaterów i ci nie muszą być bohaterami dla sąsiadów. Bohaterów wybieramy sobie sami, a co do sąsiadów, to często pozostaje nam zgodzić się na to, że się nie zgadzamy, bo inaczej widzimy historię i jej postacie. Po drugie: wydarzenia, do których tu się odwołuję, nie zdarzyły się w próżni. Przedtem była wojna o Galicję (w tym o Lwów), a także represje państwa polskiego wobec Ukraińców – w tym słabo w Polsce znana kampania zniszczenia setek cerkwi w roku 1938. Ukraińcy odpowiadali zamachami wobec polskiej władzy, którą odbierali jako okupacyjną.
Polsko-ukraińskie kontrowersje co do przeszłych konfliktów ostatnio przycichły, dzięki bezprecedensowej współpracy obu narodów wobec dzisiejszej wojny. Ale to nie znaczy, że problemy z odmienną pamięcią historyczną zostały rozwiązane. Niestety nadal stanowią one pożywienie moskalskich trolli, jak tez naiwnych pożytecznych idiotów po obu stronach granicy. Ciążą też czasem zwykłym Polakom i Ukraińcom. Obecna polsko-ukraińska przyjaźń stanowi dobry grunt dla przepracowania tych problemów, jednak dopiero koniec wojny pozwoli nam ten wysiłek na serio podjąć. Zacznijmy więc na razie od elementarza.
Jest taka hinduska przypowieść ilustrująca ograniczenia poznawcze: przyprowadzono ślepców do słonia i poproszono ich o opis. Ten, który podszedł od trąby, stwierdził, że słoń jest długi i giętki. Ten, który podszedł od zadu, opisał go jako wielkiego i okrągłego. Polak i Ukrainiec dotykając pomnika Bandery albo czerwono-czarnego sztandaru widzą coś zupełnie innego, bo podchodzą do sprawy z zupełnie innych stron i z inną wiedzą, w obu przypadkach niepełną.
Co trzeba wiedzieć Ukraińcom:
Tysiące polskich rodzin przechowuje pamięć przodków, którzy zginęli z rąk UPA na Wołyniu i w Galicji. To, co Ukraińcy mogą zrobić, to uszanować tę pamięć, niezależnie od ich własnego rozumienia historii. Jak wiele innych narodów, z czasem podejmą trud przepracowania swojej historii, łącznie z jej trudniejszymi fragmentami, ale to zadanie dla historyków, publicystów i społeczeństwa na spokojniejsze czasy. Polacy taką pracę rozpoczęli, choć nie jest łatwo i ciągle się o to spieramy.
Co trzeba wiedzieć Polakom:
Ukraińcy, zwłaszcza ci z zachodnich regionów, czczą pamięć UPA i OUN ze względu na ich walkę przeciwko sowieckiej Moskwie. A nie dlatego, że organizacje te mają polską krew na rękach. Co więcej – Ukraińcy często sobie z tego ostatniego faktu nie zdają sprawy. Widzę ku temu dwa główne powody. Po pierwsze, większość bojowników i współpracowników UPA zostało zabitych albo zesłanych na Syberię i nie mieli szansy przekazać swoich wspomnień kolejnym pokoleniom. Po drugie, nawet, gdy mieli taką szansę, czy skorzystaliby z niej? Ja sam, gdybym miał na sumieniu życie sąsiada, nie chwaliłbym się tym czynem wnukom. Na koniec bolszewicka władza w obu krajach spuściła zasłonę cenzury na wszelkie wydarzenia niezgodne ze swoją wykładnią historii, a UPA i Bandera byli obiektem konsekwentnego oczerniania przez propagandę. I Polakom też trzeba pamiętać, że wiele ukraińskich rodzin ucierpiało w różnym czasie z polskich rąk.
Bandera jako symbol wieloznaczny:
Z tych powodów Stepan Bandera funkcjonuje jako symbol, któremu w obu krajach przypisuje się zupełnie odmienne treści. Dla Ukraińców, zwłaszcza tych z zachodnich regionów, jest ikoną walki o niepodległość – kimś w rodzaju Piłsudskiego i Dmowskiego razem wziętych. Natomiast UPA czczona jest niczym w Polsce Armia Krajowa i żołnierze wyklęci. Przy czym Ukraińcy na ogół słabo sobie uświadamiają, że symbole te w Polsce mają diametralnie różną wymowę. Zresztą, w opinii niżej podpisanego, Bandera jest przez oba narody przeceniany. Na przykład Polacy na ogół nie wiedzą, że okres niemieckiej okupacji Bandera spędził w hitlerowskim obozie i przypisywanie mu bezpośredniego sprawstwo rzezi na Polakach nie trzyma się faktów.
Wojna ukraińsko-polska z lat czterdziestych (w jej różnych odsłonach) była wielkim nieszczęściem dla obu narodów i w sumie służyła sowieckiemu okupantowi. Z drugiej strony, paradoksalnie to właśnie Rosji zawdzięczamy stworzenie warunków dla naszego ostatecznego pojednania. Najpierw doprowadziła do współpracy UPA i AK, potem rozdzieliła Polaków i Ukraińców po obu stronach linii Curzona, a ostatecznie, tego roku, zbliżyła nas jak nigdy dotąd. Czeka nas jeszcze dużo pracy nad wzajemnym zrozumieniem, ale możemy już teraz zacząć od elementarza, który zaproponowałem powyżej.
Foto: autor z polską flagą pomiędzy „rezunami” na pomarańczowym Majdanie w 2004 roku.
