Piotr Tyszko-Chmielowiec

W moim życiu przeplatają się dwa motywy: drzewa i Ukraina. O nich głównie jest ten blog. Założyłem go żeby zbierać w jednym miejscu moje teksty publicystyczne, wrażenia, obserwacje – do tej pory publikowane tylko na Facebooku. Mam też nadzieję dzielić się myślami, które do tej pory zachowywałem dla siebie, bo nie widziałem dla nich odpowiedniego forum.

Oba tematy przewodnie mojej pracy i mojego życia łączy motyw porozumiewania się. Tłumaczę na ludzki język mowę ciała drzew, żeby i ludziom i drzewom lepiej się żyło. Tłumaczę Polakom i Ukraińcom różnice w ich percepcji przeszłości i teraźniejszości, żeby mogli budować lepszą przyszłość. Mając zróżnicowane korzenie, uważam się za spadkobiercę wielonarodowej Rzeczpospolitej, tych najlepszych jej tradycji, które łączą narody, a nie dzielą.

Drzewa

Moja fascynacja drzewami niewątpliwie wiele zawdzięcza pobytom w lesie podczas obozów harcerskich. A może po prostu nasiąknąłem miazmatami wydzielanymi przez ówczesne Ministerstwo Leśnictwa, mijając budynek na Wawelskiej na warszawskiej Ochocie w drodze do przedszkola, szkoły podstawowej i liceum (Słowackiego). W każdym razie trafiłem na studia leśne w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, motywowany ciekawością: jak las rośnie? Ciekawość ta zagnała mnie aż za ocean, na studia doktoranckie do Virginia Tech w Blacksburgu.

Po powrocie do kraju na początku lat 90-tych zajmowałem się różnymi sprawami związanymi z szeroko rozumianą ochroną środowiska. Zarządzałem grantami w EkoFunduszu i tzw. Fundacji Marshalla, zbierałem puszki aluminiowe w Fundacji Recal, sprzątałem świat z Fundacją Naszą Ziemia, budowałem szkołę dla Masajów w Kenii…. I dopiero po przeprowadzce do Wrocławia, kiedy zacząłem pracę w Dolinie Baryczy, wróciłem do korzeni, to jest do drzew. Czas poświęcony innym działaniom nie był jednak stracony, bo miałem okazję nauczyć się wielu przydatnych w przyszłej pracy umiejętności.

W roku 2007 zainicjowałem społeczną akcję „Sadzimy dęby w Dolinie Baryczy”, która objęła osiem gmin regionu. Z czasem zdałem sobie sprawę z faktu, że aleje są zagrożone w całej Polsce (dziękuję Krzysztofowi Worobcowi za inspirację!) i poszerzyłem działania najpierw na poludniowo-zachodnią Polskę, a potem na cały kraj. Od 2009 roku prowadziłem działania w ramach Fundacji EkoRozwoju, pod marką programu „Drogi dla Natury”. Dzięki środkom z dwóch kolejnych grantów z programu LIFE wykonaliśmy wielką pracę edukacyjną we wszystkich województwach, a następnie opracowaliśmy pierwsze w Polsce standardy arborystyczne.

Program „Drogi dla Natury” stał się inkubatorem dla Instytutu Drzewa – od 2015 roku w jego ramach jest oferowany kurs Certyfikowanego Inspektora Drzew, który w ciągu pierwszych dziesięciu lat ukończyło ponad tysiąc osób. Z czasem Instytut poszerzył ofertę, m.in. o kurs i certyfikację VETCert (specjalista z zakresu drzew weterańskich). W roku 2024 ustąpiłem ze stanowiska prezesa zarządu, a w początku roku 2025 przeszedłem formalnie na emeryturę. Aktywną emeryturę.

Ukraina

Od dziecka wiedziałem, że Dziadkowie od strony Taty pobrali się w Mikołajowie, potem dowiedziałem się, że to na południu Ukrainy. Dziadek Wiktor urodził się w Smoleńsku, w rodzinie, która od niepamiętnych czasów (udokumentowane do 1500 roku) mieszkała w okolicach białoruskiego Mohylewa. Babcia Anna urodziła się gdzieś na Podolu, w rodzinie, której ślady są rozrzucone po całej Ukrainie. Oboje wtrącali słowa i powiedzonka rosyjskie, a babcia jeszcze ukraińskie. Dopiero z czasem dowiedziałem się, że moi koledzy z warszawskiej szkoły nie mają w domu zakapełka, tylko komórkę i nie chodzą spatki tylko spać.

Mój stosunek do Ukrainy formowała lektura paryskiej Kultury oraz eseju Jana Józefa Lipskiego „Dwie Polski, dwa patriotyzmy”. Jakoś wtedy postanowiłem też nauczyć się ukraińskiego. To postanowienie zacząłem realizować na początku XX wieku, kiedy to zająłem się współpracą z Ukraińcami, głównie w obszarze ochrony środowiska i przyrody. Mówienie po ukraińsku sprawia mi wielką przyjemność, choć nie jest takie łatwe dla wychowanego na Mazowszu Polaka. Z drugiej strony, to jest porządne rzeczpospolitańskie pochodzenie: mam przodków z Polski, Ukrainy i Białorusi (Wielkie Księstwo Litewskie).

Moje kontakty z Ukrainą były dość intensywne w pierwszej dekadzie XX wieku, między innymi obserwowałem wybory prezydenckie w roku 2004 i byłem aktywnym świadkiem następującej po nich Pomarańczowej Rewolucji. Zacząłem znowu intensywnie współpracować z ukraińskimi partnerami w roku 2022, po pełnoskalowej inwazji moskowii. Wykładam, pomagam tłumaczyć standardy arborystyczne, wspieram. A także publikuję w sieci krótkie teksty o trudniejszych aspektach stosunków polsko-ukraińskich.